Koszyk

Dodano produkt do koszyka

"Detektyw, zbrodnia i miłość w czasach zarazy" Wywiad z Krzysztofem Bochusem

Krzysztof Bochus

 

Detektyw, zbrodnia i miłość w czasach zarazy

 

Rozmowa z Krzysztofem Bochusem – o premierze jego nowej książki, kryminale noir, otwieraniu nowego rozdziału i odwiecznym polowaniu na zło.

 

Znany byłeś dotychczas jako autor dwóch serii: retro z radcą Abellem i wachmistrzem Kukułka oraz współczesnej z dziennikarzem śledczym Adamem Bergiem w roli głównej. Obie odniosły sukces, nie tylko artystyczny, ale także komercyjny. Mógłbyś kontynuować te cykle – tylko w Skarpie Warszawskiej sprzedano ponad 100 tysięcy Twoich książek –
i dalej odcinać kupony od tego powodzenia. A jednak zdecydowałeś się na powieść, która otwiera zupełnie nowy rozdział. Łatwo było?

Krzysztof Bochus: Nie, nie było łatwo. Rzeczywiście, tkwiłem w sferze swoistego komfortu. Zrosłem się z moimi bohaterami. Dobrze czułem się w światach, które dla nich stworzyłem. Fascynuje mnie Wolne Miasto Gdańsk i dawne Pomorze, czyli teren łowiecki Abella i Kukulki. Pasjonuje mnie także poszukiwanie cennych artefaktów zaginionych w czasie, w czym specjalizował się Adam Berg. Zdecydowała jednak chęć spróbowania czegoś nowego i opisania innej rzeczywistości. Potrzebowałem odmiany, nie chciałem być zaszufladkowany jako pisarz jednego czy dwóch, choćby najbardziej chwalonych, cyklów. Chciałem uniknąć także pewnej monotonii i rutyny, zabójczej dla każdego pisarza. Pomyślałem więc, że czas na zmianę. Zwłaszcza, że od dawna po głowie tłukł mi się pomysł na napisanie czarnego kryminału, osadzonego tym razem w Warszawie. I tak powstała „Czarna krew”. Poza kryminalną intrygą i sensacyjną rozrywką, czytelnicy odnajdą w niej coś więcej. To opowieść o winie i karze, zbrodni i odkupieniu. O złu, które zawsze powraca. I o wielkiej miłości w trudnych czasach, kiedy ludzie oduczyli się kochać.

Wybrałem formułę swoistej sagi rodzinnej, która toczyć się będzie
w dwóch planach czasowych: współcześnie i pod koniec wojny. W tej książce pobrzękują moje fascynacje kryminałem noir, „Złym” Tyrmanda, a także niezapomnianym filmem „Prawo i pięść”, na podstawie prozy Józefa Hena. Mam nadzieję, że ten swoisty miks historii gangsterskiej
i powojennego westernu trafi czytelnikom do przekonania.

W książce dużo się dzieje. Podobnie jak w innych Twoich powieściach współczesność zderza się
w niej z przeszłością.

K.B.: To prawda. Lubię splatać literacką fikcję z prawdziwymi zdarzeniami, w realnym życiu przeszłość często bowiem rzuca głęboki cień na współczesnych, determinuje ich czyny i postępki. Ponadczasowe jest także zło: wszechobecne, skrywane pod niezliczoną liczbą masek, mające często nie złowrogą – a zbanalizowaną twarz. W „Czarnej krwi”, jak na rasowy kryminał przystało, nie brakuje zbrodni, mrocznych tajemnic i ludzkiego szaleństwa. Nie epatuję jednak czytelnika bebechami ani opisami okrucieństwa. Ważniejsze jest dochodzenie do prawdy.

Chcę jednak podkreślić, że wprawdzie książka jest nowa, ale pewne rzeczy pozostają niezmienne. Jak zawsze starałem się przykuć uwagę czytelnika, zabierając go w podróż w głąb swojej wyobraźni. Mam przecież świadomość, że czytelnicy oczekują ode mnie przede wszystkim dobrej, inteligentnej rozrywki, owego dreszczyku emocji, który wyróżnia literaturę gatunkową. Na własny użytek określam swoje książki jako erudycyjne powieści kryminalne dla koneserów. Wyróżnikiem tego stylu jest właśnie, jak sądzę, łączenie fikcji z faktami historycznymi oraz pewna dbałość o język opowiadanych historii. Nie ukrywam także zamiłowania do kodów kulturowych i szyfrów, zagadek historii i rzetelnego odmalowywania tła społecznego. To te wątki wpisane są w moje literackie DNA i to one definiują mnie w oczach czytelników. Co więcej, podejrzewam, że czytelnicy, którzy moje książki odbierają najżywiej, są trochę podobni do mnie. Kręcą ich bowiem te same tematy, są wychowani na tych samych lekturach, wykazują bliźniaczą wrażliwość.

Fabuła powieści jest dwutorowa. Czytelnik śledzi zarówno wydarzenia rozgrywające się właściwie on-line, jak i zdarzenia z przeszłości.

K.B.: Taką wybrałem formułę. Wymaga to od czytelnika pewnego skupienia, ale mam nadzieję, że przyjemność płynąca z lektury zrekompensuje mu ten trud. Marek Smuga to prywatny detektyw, były oficer policyjnej dochodzeniówki, który musiał odejść ze służby w dwuznacznych okolicznościach. Podejmuje się rozwiązania zagadki, która wstrząsa rodziną zleceniodawców.

Ktoś celowo podpala należący do nich nocny klub w centrum Warszawy. W pogorzelisku znalezione zostaje ciało zamordowanego właściciela klubu, Jakuba Korna. To tragiczne zdarzenie uruchamia lawinę dramatycznych zdarzeń, które niczym fatum, zaciąży nad wdową i bratem zamordowanego.

Mój bohater, Marek Smuga, przedziera się przez zasieki pozorów, fałszu i kłamstwa. Policja mu nie ufa, a mająca dwuznaczną przeszłość rodzina Kornów sama staje w centrum podejrzeń.

Nic w tym śledztwie nie jest oczywiste, nikt nie jest tym, za kogo się podaje.

Dochodzenie przypomina morderczy tor przeszkód. Pojawia się kolejny trup. Mnożą się mylne tropy…

W tle toczy się historia z ostatnich miesięcy wojny. Jest październik 1944. Spalona przez Niemców Warszawa dogorywa. Na prawym brzegu Wisły instaluje się NKWD. Wśród miejscowej ludności karty rozdaje lokalny watażka o pseudonimie Czarny. Stojąc na czele własnej bandy, bezwzględnie zaprowadza swoje porządki. Karze i grabi miejscowych złodziei, psuje szyki szabrownikom, wymusza okupy. Kim jest i jakimi pobudkami się kieruje? Działa na rzecz podziemia czy może jest w cichej zmowie z UB? To tylko złodziej czy ktoś więcej?

Czy jest coś, co łączy te historie? Tu postawimy kropkę, żeby nie spojlerować.

Jak zbudowałeś postać głównego bohatera? Czy odziedziczył on jakieś cechy po Twoich wcześniejszych bohaterach?

K.B.: To zupełnie osobna postać. Niejednoznaczna, obarczona swoistym grzechem pierworodnym, dokonująca czasami kontrowersyjnych wyborów. Na pewno nie jest to rycerz w lśniącej zbrodni. Prowadzone przez niego śledztwo często wiedzie na manowce. Smuga ma pod górkę, ponieważ policja nie chce z nim współpracować. Poza tym nie jest wolny od osobistych słabości. Nosi w sobie jakąś bolesną tajemnicę, jest więźniem dramatycznych zdarzeń z przeszłości. Jest niejednoznaczny, wnikliwy, sprytny, ale potrafi też być brutalny. Kieruje się własnym kompasem moralnym, z pracy w policji wyniósł przekonanie, że przestępcy wygrywają, ponieważ w przeciwieństwie do stróżów prawa skrępowanych kodeksem – nie mają żadnych skrupułów ani zahamowań. W tym aspekcie swojej osobowości przypomina trochę wachmistrza Kukułkę, który także hołdował przekonaniu, że cel uświęca środki i forsował drogę na skróty. W szerszym planie Smuga jest świadkiem pewnej epoki, uczestnikiem odwiecznych zapasów pomiędzy dobrem a złem, jakie od wieków toczą się na naszych oczach. W tej walce – zwłaszcza w dobie współczesnej – dobro często przegrywa, a zło triumfuje. Sprawiedliwość kuleje, wiele niegodziwości uchodzi bezkarnie. Kłamstwo i fake newsy wypierają prawdę. Coraz częściej liczy się siła, wpływy, pieniądze zapewniające bezkarność. Cynizm i zła wola wygrywają w cuglach z praworządnością i chociażby dobrymi obyczajami. I to na wielu polach, w polityce, codziennym życiu. Smuga nie poddaje się temu trendowi – dlatego jest taki, jaki jest. Osobny.

W „Czarnej krwi” Warszawa odgrywa ważną rolę – jest nie tylko tłem, ale także rodzajem drugoplanowego bohatera.

K.B.: Taki miałem zamysł. Proszę pamiętać, że zawsze opisuję tylko te miejsca, które dobrze znam. Moje powieści to bowiem swoisty mariaż fikcji literackiej z autentycznymi zdarzeniami. Jeśli nawet historie, które opisuję nie wydarzyły się naprawdę – to zdarzyć się mogły. Staram się jednak, aby prawdziwe było tło, sceneria i imponderabilia moich powieści.

I tak dotychczas moją ziemią obiecaną było Pomorze. To stamtąd się wywodzę i tam lokowałem fabuły większości swoich powieści. Uświadomiłem sobie jednak, że od wielu lat mieszkam w Warszawie. Lubię to miasto. Może nie to wyidealizowane, ze „Snu” Czesława Niemena, ale tę żarłoczną, nieoczywistą, drapieżną metropolię, która skrywa tak wiele grzechów i mrocznych tajemnic. Jednocześnie, co zaskakujące, niezwykle rzadko uwzględniane na kryminalno-literackiej mapie Polski. Zgoda, przychodzi mi do głowy Jakub Żulczyk, Grzegorz Kalinowski i kilka innych nazwisk – ale to naprawdę niewiele. Dlatego akcja „Czarnej krwi” dzieje się właśnie w Warszawie, nie ma bowiem takiego drugiego miasta w Polsce, w którym przeszłość odciskałaby się takim piętnem na współczesnych. Wiele scen książki dzieje się nocą, kolorem dominującym także
w warstwie opisowej jest czerń i szarość. Miasto nocą żyje wtedy inaczej, pokazuje swoją ukrytą, niejednoznaczną, często wstydliwą twarz. Bardzo się starałem, aby ów podskórny, nerwowy rytm tego amorficznego molocha znalazł właściwe odzwierciedlenia na kartach mojej powieści. Jestem  ciekaw, czy ta książka trafi do serc i umysłów czytelników.

Premiera „Czarnej krwi” już 12 października. Trzymajcie kciuki!

Czy „Czarna krew” oznacza ostateczne pożegnanie z Abellem, Kukulką i Adamem Bergiem?

K.B.: Nie, to tylko przerwa w literackiej podroży, która nie dobiegła jeszcze końca. Nowy przystanek z nowym bohaterem. Mogę uspokoić wielbicieli serii retro. Radca Abell i wachmistrz Kukułka powrócą! Podpisałem ze Skarpą Warszawską umowę na kolejny tom, którego akcja toczyć się będzie tym razem w 1945 roku, po zajęciu Gdańska przez Polaków i Sowietów. Na gruzach starego ładu będą próbowali ocalić coś więcej niż własne życie. Gra toczyć się będzie o wielką stawkę, a moi bohaterowie zostaną skonfrontowani z jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic III Rzeszy. Będzie się działo! Premierę planujemy na wiosnę przyszłego roku.

Co do kolejnego tomu z Adamem Bergiem – jeszcze myślę... Mam pomysł na kolejną opowieść, ale zobaczymy co przyniesie przyszłość.

Dziękujemy za rozmowę.

 

Data publikacji: 26.10.2022 10:26:00

Tagi: Wywiad

Zaloguj się aby skomentować

X Zamknij

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu mechanizmu cookie w Twojej przeglądarce.